Z okazji Walentynek… Opowiadanie bez tytułu ;)

Dziś będzie bardziej melancholijnie. I jak zwykle nie będzie Happy Endu ;D 

Dużo miłości w tym jakże komercyjnym dniu ;*

<3

Życzy Samotna Treserka Smoków

 

-A więc to koniec?

-To początek – Dawid poprawił Izę – Jak zwykle nie dostrzegasz pozytywów zaistniałej sytuacji…

-Pozytywów? – obruszyła się dziewczyna – Wyjeżdżasz… Mam się cieszyć z tego powodu? Kiedy się zobaczymy? Kiedy wrócisz do Polski?

-Wiesz, że pewnie już nigdy… – w tej sytuacji najlepszym było by, gdyby spuścił skromnie wzrok, jednak nie było to w jego stylu, przeszywał swą, świeżo upieczoną, byłą dziewczynę na wskroś błękitnymi oczami. Musiał się napatrzyć na ten cud…

           

Poznali się w maju, siedem miesięcy, dwanaście dni i sześć godzin temu. Był ze znajomymi nad rzeką. Korzystali z pierwszych gorących dni. Tego dnia miał nadzieje na małą zabawę z Kaśką, koleżanką ze szkoły, wtedy uznawaną za boginie seksu, albo nie używając pięknych słów „szkolną dziwkę”. Tak, wtedy nie myślał o miłości, bardziej kierowało nim pożądanie i chęć sprawdzenia się. Kaśka mogła być jego, wystarczyło by jedno piwo, ewentualnie doładowanie do telefonu opiewające na zawrotną kwotę pięciu złotych.

            Właśnie opowiadał Kaśce o samochodzie, który jego ojciec ostatnio nabył (pieniądze działały na to dziewczę jak najlepszy afrodyzjak), kiedy usłyszał wrzask. Anorektycznie wyglądająca laska darła swą końską, niegrzecznie było by powiedzieć mordę, jednakże było by to nadzwyczaj łagodne określenie dla jej urody. Szarpiąc tlenione blond kudły wydawała z siebie nieartykułowane dźwięki. Na początku cała zgraja uderzyła w śmiech, dopiero później dotarł do świadomości powód tego niecodziennego zachowania.

            Na wodzie unosiło się ciało. Dawid niewiele myśląc, zrobił to co instynkt mu podpowiedział, rzucił się na ratunek topielcowi. Topielec szybko okazał się być nadzwyczaj urodziwą dziewczyną o najdłuższych rzęsach jakie kiedykolwiek widział, brąz włosach skręconych w baranka i rzężącym, płytkim oddechu. Bez trudu doholował ją do brzegu, nie stawiała oporu, jak zazwyczaj w zwyczaju mają ludzie nieprzytomni.

            Dziewczę położone na trawie oddychało, jednak głupotą było by nie wezwać pogotowia, także jeden z upomnianych znajomych wybierał numer to tejże służby. Dawid poklepał delikatnie blady i zimny policzek nieznajomej. Po krótkim czasie takiego oklepywania zobaczył efekt w postaci szeroko rozwartych powiek, odsłaniających granatowe, prawie fioletowe tęczówki, okalające czarną źrenice.

            -Żyjesz? – zapytał, ponieważ było to pierwsze co przyszło mu do głowy. Naiwne pytanie, wiadomo, że jak ktoś oddycha to żyje.

            Dziewczyna o sarnich oczach kiwnęła głową, po czym natychmiast zzieleniała, szarpnęła się do przodu i zwymiotowała na spodenki Dawida. Był to początek ich znajomości, może nie romantyczny, ale ważne, że był, wszak niewiele par w tych czasach może pochwalić się filmową historią swego poznania. Topielica znów zemdlała.

            Później przyjechało pogotowie, zapakowało nieszczęśniczkę i tyle ją widzieli. Tleniona koleżanka topielicy została, aby złożyć zeznania, tak jak i reszta świadków „mimo woli”. Po wszystkim Dawid zdobył się na pocieszający gest w stronę blondynki. Poklepał ją po plecach i zagadał.

            -Jak to się właściwie stało? – nie był przy przesłuchaniu, także ten fakt był dla niego tajemnicą.

            -Iza jak to Iza – chlipnęła rozmówczyni – musiała pokazać, że może skoczyć…

            -Skoczyć?

            -A no… – blada dłoń zakończona dwucentymetrowymi tipsami została wyciągnięta w stronę krzaków, spomiędzy których wyzierał spory kawał kamulca. Woda w tamtym miejscu była głęboka i wielokrotnie wraz z kolegami korzystali z tej naturalnej trampoliny. Tipsiara nie dokończyła opowieści, bo nagły potok łez postanowił znaleźć ujście.

            Dawid chcąc, nie chcąc przytulił trzęsące się chuchro. I wyszeptał mu do ucha:

            -A dasz mi może numer swojej koleżanki?

            Być może była to egoistyczna prośba, ale wtedy usprawiedliwiał ją chęcią dowiedzenia się o postępach w powrocie do zdrowia. Swą wiedze zaspokoił już tego samego dnia wieczorem, a dokładniej poznał Izę w następnym tygodniu. I jakoś to poszło dalej… pierwsze pocałunki, nieśmiały dotyk niedoświadczonych dłoni, odkrycie nieznanych dotąd właściwości języka, a później… On był jej pierwszym, a ona jego pierwszą. Wszystko było idealnie, aż miesiąc temu ojciec dostał awans, a tym samym nowe miejsce pracy, a co za tym szło, rodzina „wspólnie” postanowiła wyjechać do Anglii.

 

            -Może chociaż na wakacje? Proszę… – jęknęła Iza, para z jej ust była gęsta. Dawid drgnął.

            -Nie chcę, żebyś była smutna przeze mnie. Nie chce też byś zmarzła. Chodź – wziął ją za rękę po raz ostatni i zaprowadził do nieopodal zaparkowanego auta. Otworzył przed nią drzwi, po czym zajął swoje miejsce za kierownicą.

            -Nie rozumiem… – zaskomlała – przecież jesteś pełnoletni… możesz zostać…

            -I powiedz mi co by wtedy było?

            -Bylibyśmy razem… – zapięła pas.

            -Tak, owszem – Dawid odpalił silnik i spoglądnął w lusterko – ale musiałbym zrezygnować ze szkoły, aby iść do pracy – rozpoczął manewr cofania – aby móc się utrzymać jako tako, przy życiu – byli już na ulicy – zakładając, że w ogóle udało by mi się znaleźć prace.

            -Ty i twoje racjonalne myślenie – naburmuszyła się Iza, spoglądając spode łba na swojego byłego.

            -Chcesz to mogę to zrobić, w końcu jestem pełnoletni, a co za tym idzie powinienem być już dorosły, czyż nie? Dojrzałym, wypełniającym swoje dorosłe obowiązki dorosłym. Ale wiesz co? Nie spieszę się do bycia dorosłym. Wole być dalej „dzieckiem”, a wiesz dlaczego? Bo młodość to czas na popełnianie błędów, młodości błędy są wybaczane. Błędy w dorosłości nie rzadko prowadzą do katastrofy. Być może to co robię jest błędem, ale uważam, że większym błędem było by nie wyjechać – zobaczył perełki łez w fiołkowych oczach – Ty nie byłaś błędem – próbował załagodzić swą wypowiedź.

            -Ty też…

            -Chciałbym zrobić coś, byś mogła uśmiechać się do wspomnień o mnie. Masz pomysł?

            -Po prostu mnie przytul – odpowiedziała mu z rezygnacją.

            Od dawna wiedziała, że Dawid musi wyjechać, jednak nie potrafiła się nie trzymać nadziei jak tonący brzytwy. Do dziś wierzyła, że coś się zmieni. Nie zmieniło się nic. Żyli w realnym świecie, nie tym kreowanym przez media ku uciesze gawiedzi.

            Zaparkował na parkingu, pod lasem, przez który wiodła kolejka linowa. Zostawił silnik zapalony, żeby auto było nagrzane. Wskazał głową za siebie.

            -Przesiadamy się – wydał polecenie i nie czekając na reakcje, wysiadł i zasiadł na tylnym siedzeniu. Przestawił przedni fotel, aby tak nie przeszkadzał, a w tym czasie Iza pojawiła się u jego boku – no chodź tu – zamruczał jej do ucha i przyciągnął do piersi. Pachniała rumiankiem, lakierem do włosów i słodkimi kwiecistymi perfumami.

            Siedzieli w milczeniu. Żadne nie chciało zaczynać rozmowy, ponieważ w tej sytuacji rozmowy na nic by się zdały. W aucie szybko zrobiło się gorąco. Dawid wychylił się, aby zgasić silnik, jednak Iza go powstrzymała.

            -Zostaw, tak jest dobrze.

Ściągnęła kurtkę i została w samej czarnej bluzeczce o długich rękawach i w obcisłych dżinsach. Wiedział do czego to prowadzi, ale nie miał zamiaru protestować. Był mężczyzną, (no może nie do końca), był takim chłopcem-mężczyzną. W każdym bądź razie, pożądanie zawsze wygrywało ze zdrowym rozsądkiem.

Jej dłoń powędrowała do świeżo ogolonego policzka i pogładziła delikatnie skórę. Jedynym co teraz widział były oczy wpatrzone weń. Błyszczały. Często w żartach ten rodzaj błysku nazywał kurwikami. Pocałował kuszące usta, nie zamknął powiek w odróżnieniu od Izy, on lubił widzieć. Pocałunki stawały się żarliwsze (w końcu była to ostatnia okazja na tego typu pieszczoty), a temperatura ciał… o pardon! uczuć rosła. Dawno przestali przejmować się obowiązkowym żuciem gum przed spotkaniami, wręcz zaczęło ich to śmieszyć, przez to, albo dzięki temu, mógł czuć jak naprawdę smakuje jego ukochana.

Dłoń powędrowała do wzniesienia na klatce piersiowej, to było silniejsze od niego, i zacisnęła palce na piersi, nie za mocno, ale też nie za słabo, tak jak nauczył się przez miesiące obcowania z Izą. Tak, aby sprawić jej przyjemność. Uśmiechnęła się, nie przerywając pocałunków i odpowiedziała takim samym dotykiem, tylko niżej, znacznie niżej, przez spodnie nie było to jednak pełne doznanie, ale wystarczające, by kutas zaczął uwierać.

-Będzie mi tego brakować – wyszeptał i pociągnął bluzkę do góry odsłaniając piersi upakowane w różowy stanik. Niepotrzebny ciuch rzucił na przednie siedzenie, a w ślad za nim swoją bluzę i podkoszulek.

Sięgnął za plecy Izy i odpiął jedną dłonią stanik, nie przerywając błędnej wędrówki drugiej dłoni po tak dobrze znanym mu ciele. Wtulił twarz w obojczyk, aby wycałować ścieżkę do małych, różowych sutków. Biust miała idealny, doskonale dopasowany do jego dłoni, także mógł objąć całą pierś i kciukiem muskać stwardniały sutek. Ona w tym czasie zajęła się uwalnianiem go ze spodni, rozpięła je, wsunęła rękę pod materiał bokserem i rozpoczęła masaż nabrzmiałego członka. Był za bardzo podniecony, chwycił Izę za nadgarstek i przełożył niegrzeczną dłoń na swoje plecy. Wypuściła powietrze ze śmiechem.

-Śmiej się – burknął i szybkim ruchem obrócił dziewczynę plecami do drzwi, żeby mieć chociaż odrobine miejsca, aby móc klęknąć. Miał stanowczo za małe auto.

Pocałował gładko wygolony wzgórek. Przygotowała się na to spotkanie, przeszło mu przez myśl. Rozpoczął zabawę. Lizał, ssał, delikatnie podgryzał. Obserwował brzuch, który kurczył się przy intensywniejszych bodźcach. Doszła, ciężko oddychając i łapiąc jego czarne, półdługie włosy. Uwielbiała ich gładkość, to specjalnie dla niej zapuścił je do ramion.

Przelotnie spojrzał na podnosząca i opadającą pierś. Z portfela wyciągnął gumkę, otworzył zębami opakowanie i z wprawą godną najlepszego kochanka zrolował ją, aż do nasady penisa.

Wszedł w nią bez problemu, można by rzec, że wślizgnął się. Gdyby tylko nie musieli tego robić w aucie…

 

-Już czas – wyszeptał.

-Jeszcze pięć minut…

-Od godziny mówisz, że jeszcze pięć minut.

-Chce tak na zapas…

-Nie da się spotkać z kimś na zapas – westchnął – ubieraj się. Odwiozę cię do domu.

 

Stała przed bramą, tępo patrząc mu w oczy. Po jej policzkach spływały łzy. Z jednej strony ten widok sprawiał mu ból, z drugiej zaś fascynował go. Co my wiemy o miłości? Zapytał sam siebie. Miłość to dziwka. Daje przyjemność, by w końcu zażądać zapłaty. Słonej zapłaty jaką są łzy. „Kocham cię” powiedział bezgłośnie, a Iza obróciła się napięcie, kryjąc twarz w dłoniach. Jeszcze długo patrzył w drzwi, które zamknęła za sobą.

To nie był błąd, zapewnił sam siebie i odpalił silnik. Grunt to niczego nie żałować.

            

Ten wpis został opublikowany w kategorii Inne, To co piszę i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Z okazji Walentynek… Opowiadanie bez tytułu ;)

  1. ~Beata pisze:

    Grunt to niczego nie żałować….
    Jakbym słyszała mojego Dawida z „Nie dla Ciebie” ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>