„Kosiarz” – wersja krótka opowiadania

            Kosiarz zaciągnął się papierosem oczekując na Epifanie. Tak naprawdę nazywał się Jan Kos, lecz nie używał tego imienia od momentu wstąpienia. Podczas wstąpienia wyzbył się swego człowieczeństwa, stał się kimś lepszym – został Guru, członkiem Armii Zbawienia, ugrupowania, którego macki sięgały w każdy kąt Polski, europy, całego świata…

            Wypuścił dym lekko otwierając spierzchnięte usta. Puścił fajkę spomiędzy palców. Ta upadła na pokryty cienką warstwą lodu chodnik rozsypując popioły, które natychmiast rozwiał mroźny wietrzyk. Zdeptał niedopałek zbyt eleganckim, jak na to miejsce butem. Ruszył. Przed sobą miał drzwi prowadzące do obskurnego klubu. Stanął, zatrzymany przez wykidajłę. Spojrzał ostro w twarz ochroniarza, która nie wyrażała więcej inteligencji niż oblicze małpy.

            -Dokumenty… – ochroniarz zaglądnął w stalowe oczy Guru – proszę pana… – skończył niepewnie.

            -Naturalnie – Kosiarz uśmiechnął się krzywo, odsłaniając dziurę w szczęce, pamiątkę po wybitych zębach. Stracił je podczas jednego z ostatnich objawień. Podał dowód osobisty, niejakiego Michała Rys o twarzy Jana Kosa, ochroniarzowi. Ten sprawdził datę urodzenia.

            -Proszę wejść – otworzył drzwi i odprowadził gościa ponurym spojrzeniem.

            Im bliżej był końca korytarza tym muzyka stawała się natarczywsza. Basy przenikały przez ciało. W klubie królowało techno, a goście byli Gotami. Wiedział, że w żaden sposób nie wpasuje się w to miejsce. Jednak cóż robić, gdy przyjdzie Epifania?

            Epifanią były sny, usłyszane słowo, wyraz, który rzucił się w oczy podczas lektury porannej gazety. Epifanią mogło być wszystko, ale i nic. To Guru wybierał Epifanię.

            „Niezapomniana noc”, rano przeczytał nagłówek jednego z plakatów. To było to. Od kilku dni szukana Epifania. Stał przed oklejonym murem dłuższy czas, rozkoszując się mrowieniem w kręgosłupie na myśl o tych dwóch słowach… Niezapomniana Noc…

            Teraz zdał sobie sprawę jak bardzo nie pasuje do tego miejsca. Pewność siebie zgubiła go. Niczym młodzik, dał się ponieść podnieceniu idąc na żywioł.

            W klubie większość Gotów niedawno skończyła osiemnasty rok życia. Guru widział dobre strony młodego wieku zgromadzonych.

            Zamówił w barze wodę, co barman jawnie wyśmiał. Kosiarz jednak napitek otrzymał. Przeniósł się w miejsce, gdzie nikt nie miał zwracać nań uwagi. Stanął pod drzwiami pożarowymi i popijając lodowaty napój obserwował parkiet.

            Kosiarz wybrał cel. Był to dwudziestoletni chłopak o wściekle różowych włosach postawionych w kolce, ptasiej twarzy oszpeconej niezliczona ilością kolczyków i mocnym makijażu.

Chłopak ów zasłużył na uwagę Kosiarza sposobem w jaki przystawiał się do Emo dziewczyny. Tańczył wokół niej, kładł dłonie na krągłych pośladkach i gdy tylko pannie kończył się drink, wmuszał w nią kolejnego. Zamroczoną całował i zmuszał by dotykała jego wyjątkowo płaskie krocze.

            Teraz należało czekać.

            Wyszedł z klubu po różowowłosym chłopaku, prowadzącym oszołomioną narkotykiem Emo dziewczynę. Zastanawiał się dlaczego pseudo ochroniarz nie zatrzymał przyszłego gwałciciela.

            Szedł za krokami w uliczkach oraz cienkim głosikiem pytającym co chwila: „Kim jesteś?”, „Dokąd mnie prowadzisz?”.

            Kroki ucichły. Kosiarz przystanął. Ruszył: ostrożniej i ciszej. Wyjrzał zza muru starej kamienicy. Zobaczył ślepą uliczkę, kontener na śmieci, a pod nim chłopaka podtrzymującego dziewczynę. Ta próbowała odejść, jednak Got zatrzymał ją żelaznym uściskiem. Pobladła pod warstwą pudru. Guru nie był pewny, czy ze strachu, czy niewątpliwych zawrotów żołądka.

            -Ciii – mówił chłopak – jesteś śliczna – jego dłoń powędrowała w dół rozkloszowanej spódniczki. Ściągnął pasiaste rajstopy w dół.

            Kosiarz wycofał się. Z ukrytej kieszeni marynarki wyciągnął nóż o ząbkowanych krawędziach. Dziś Armia Zbawienia miała nasycić się krwawą ofiarą. Założył lateksowe rękawiczki oraz maseczkę chirurgiczną. Nadszedł tak wyczekiwany przezeń moment.

            -O Najwyższy Guru, dopomóż swemu słudze wypełnić Epifanię, spraw, by ręka jego była silna i nie zadrżała wymierzając cios sprawiedliwości – wymówił standardową formułkę. Wciągnął zimne powietrze, rozkoszując się tym co zaraz nastanie.

            W uliczce rozległy się kroki. Kaczor, nazwany tak przez kolegów, odessał się od ust Elki, którą poznał tego wieczoru i spojrzał w stronę nadchodzącego nieznajomego. Odskoczył od kobietki.

            -Ja nic! Ja tylko pomagałem – zarzekał się, kiedy mężczyzna był już metr od niego. Pomóc? Robiąc sztuczne oddychanie przytomnej osobie? Kosiarz wyszczerzył zęby pod maską.

            Nie zwolnił, wpadł całym impetem w Kaczora powalając go na zimny beton. Ten jęknął, bo upadając stłukł sobie łokieć. Ostre krawędzie kości przebiły skórę.

            Guru łapiąc za gardło, uniósł i uderzył wiotkim, chudym ciałem o mur, zostawiając krwawy ślad. Jednym silnym ruchem rozwarł szczęki chłopaka i wyciął z ust język. Puścił próbującego krzyczeć Kaczora i spojrzał na nieprzytomną dziewczynę. Przykląkł przy smukłym ciele, złapał za włosy i przeciął gardło tak, że ostrze musnęło kręg. Posoka wytrysnęła na jego twarz. Nie przejął się tym, ponieważ im więcej krwi tym więcej oczyszczenia dla ogółu. Nigdy nie myślał o chorobach. Nigdy. Takie myśli sprawiają, że Guru staje się słaby, a słaby Guru jest tylko zwykłym człowiekiem.

            Zwrócił się do łkającego chłopaka.

            -Umoczenie kutasa nie zrobi z ciebie mężczyzny. Mężczyzną trzeba się urodzić. Wstań, by choć raz zachować się jak na istotę godną człowieczeństwa przystało.

            Kaczor pokręcił głową, krztusząc się krwią sączącą z pozostałości języka.

            Kosiarz złapał cofającego się chłopaka za różowe włosy, drugą ręką zadał głęboki cios pod żebra, pociągnął do miednicy i dopiero wtedy wyciągnął zakrwawione ostrze. Wsadził dłoń w wnętrzności. Pochwycił obślizgłe jelito. Rad, że Got nie stracił jeszcze przytomności oplótł jego szyje i zacisnął lśniącym sznurem. Patrzył mu w oczy, tak jak kilkudziesięciu ofiarą wcześniej. Lubił widzieć, jak życie opuszcza ciało – dokonanie Epifanii. Jak z powierzchni ziemi znika kolejna glista, nazywająca siebie człowiekiem.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Inne, To co piszę i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „„Kosiarz” – wersja krótka opowiadania

  1. Radosny Henryk pisze:

    Ciekawy dobór tematu,super napisane…ale od kiedy gothci i emo imprezują w klubach w których króluje techno?

    • TaKobieta pisze:

      A gdzie jest napisane, że tylko goci i emo tam są? Nie jest sprecyzowane, ale to dlatego, że wersja opowiadania jest skrócona. Dużo skrócona. Już nie mówiąc o tym, że przynależność do danej grupy społecznej wcale nie nakazuje słuchania konkretnej muzyki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>